Pages Menu
TwitterFacebook
Categories Menu

Posted by on Maj 11, 2018 in Moja Toskania, Moja Toskania w radio i telewizji | 4 comments

Ekipa filmowa i toskańskie gotowanie na ekranie

Ekipa filmowa i toskańskie gotowanie na ekranie

Ostatnio skontaktowała się ze mną pewna ekipa filmowa. Zapytali czy mogę wystąpić i gdzie mogą kręcić. Moja mała kuchnia absolutnie nie nadawała się do kręcenia rewelacyjnych scen. Zaproponowałam więc, by pojechać na wieś do Gabrielli.

 

Sami przyznacie, że widoki jak marzenie.

Z domu zabrała mnie Andrea, przyjaciółka, która znacie z odkrywania opuszczonych miast. Trochę zdziwiła się ilością rzeczy, jakie ze sobą zabieram.

 

 

Przed dojechaniem do celu Andrea zaproponowała kawę w barze, gdyż jeszcze nie jadła śniadania. Zatrzymałyśmy się w Casalguidi.

 

 

U Gabrielli myślałam, że skierujemy się do gaju oliwnego, ale tam mogłaby być trudność z kablem elektrycznym. Mógłby być zbyt krótki. Po chwili przyjechała ekipa i zaczęła wybierać miejsce.

 

 

Zainstalowaliśmy się na górce. A w ballerinach to sama przyjemność. W nocy padało i trawa była śliska. Wejść nie ma problemu, ale zejść i nie ześlizgnąć się… Twarde skoszone trawy podziurawiły mi jeszcze skarpetki, oby nie było tego widać na ekranie…

 

 

Biedna Andrea co chwilę musiała biegać po moje rzeczy. A to sól, a to nóż…

Na plan przyjechała również Kasia z Marradi, która prowadzi bloga Dom z kamienia. Znamy się już wiele lat, ale wirtualnie. Wreszcie była okazja na spotkanie w realu.

 

 

U Gabrielli Kasia zajmowała się robieniem zdjęć, które z pewnością niebawem pojawią się na jej stronie. A Andrea zdążyła uwiecznić te chwile.

 

 

 

Robiła zdjęcia również całej ekipie.

 

 

Na planie świetnie się bawiliśmy. Niektórzy przyjechali trochę zaziębieni. Poradziłam, by pociuciali sobie ponacinany czosnek. Zaczęło się od jednej osoby, a potem chyba wszyscy z ekipy obierali czosnek i go ciuciali.

 

 

Na stole do gotowania pojawiły się warzywa prosto z targu z Pistoi oraz chleb upieczony przez mamę Gabrielli.

 

 

Później do filmu została zaangażowana sama Gabriella, która najpierw  przedstawiła swoje zwierzęta.

U Gabrielli ostatnio kręciła również włoska ekipa. Podobno do kin ma wejść film o kobietach pasterzach we Włoszech. A jedną z bohaterek jest właśnie moja znajoma.

Filmowaniu przyglądały się psy. Ulubieniec Julci chyba nawet będzie na ekranie. Większe psy wolały przyglądać się z boku.

 

Białego pieska Julcia nazywa Flafi

 

Po przedstawieniu zwierząt Gabriella opowiedziała o kolejnych zajęciach  w swojej agroturystyce.

 

 

Później wszyscy poszliśmy na obiad. Pomiędzy jednymi zajęciami, a drugimi gospodyni zdążyła przygotować przystawki i makarony.

 

 

 

 

Tagliatelle były domowej roboty, więc smakowały wyśmienicie. Jedna wersja z mięsem, druga wegetariańska.

 

 

 

Wszystkim wszystko smakowało.

 

 

 

Na końcu w obiedzie miałam mały wkład, gdyż zaproponowałam wcześniej upieczone kruche ciasto z ricottą.

 

 

Gabriella znalazła minutę, by wypić toast. Podziękowaliśmy jej za gościnność.

 

 

Dzień minął nam bardzo fajnie. Pogoda dopisała. Mam nadzieję, że ekipa była zadowolona z pracy. Wiem, że miejsce bardzo się spodobało, niektórzy może wrócą tu na prywatne wakacje. A z pewnością wszyscy zostali pod wrażeniem pani domu, która dwoiła się i troiła w swoich zajęciach i wszystko dawała zrobić na czas. Dodajmy, że w między czasie na dole odbywały się również zamóione wcześniej urodziny i Gabriella robiła laboratorium serów dla najmłodszych.

Kobieta z tysiącami zajęć i mega energią.

4 komentarze

  1. Jak milo jest czytac takie reportage.
    Jestem wlascicielka domu w Toskanii na gorze Monte Amiata.
    Cieszy mnie kazda wiadomosc o polkach ktore tworza. .
    Gratulacje.
    Iwona

    • Pozdrawiam, A.

  2. A co jest to ciucianie? Ssanie?

    • hihihii, tak…

Post a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *