Pages Menu
TwitterFacebook
Categories Menu

Posted by on kwi 20, 2013 in Moja Toskania | 8 comments

Rodzicem byc

Rodzicem byc

Czasem pozwalam sobie na posty, ktore przedstawiaja troche sytuacje szkolnictwa we Wloszech.

Ze wzgledu na to, ze Julcia ma 4 lata zajmuje sie sprawami przedszkoli, czyli scuole d’infanzia lub inaczej scuola materna.

W czwartek u Julci bylo zebranie. Na poczatku w jednej sali zwolano wszystkich rodzicow

Przemowila jedna pani, ktora od samego poczatku byla naladowana negatywnymi jonami. Mowila podnioslym tonem i na kilometr mozna bylo zrozumiec, ze jest bardzo zdenerwowana.

O co chodzilo? Oczywiscie o pieniadze, ktorych brakuje w szkole. Cytuje pania:

– ” W lazience brakuje papieru, bo sa niektore dzieci ktore chodza do lazienki 4 razy dziennie” – tym razem w glosie byla wyrazna pretencja do biednych istot, ktore chodza do lazienki.

 

Przed wejsciem do szkoly znajduja sie (a raczej znajdowaly) dwa kosze na smieci, takie jak spotyka sie w miescie, do wyrzucania drobnych odpadkow kiedy przechadzamy sie po centrum lub ogolnie na chodnikach miasta. Smietniki przed szkola nie byly oprozniane, wysypywalo sie z nich wszystko co tylko mozliwe. Pani poinformowala, ze jeden rodzic sie zdenerwowal i powiedzial, ze zrobil zdjecia smietnikow i ze zawola gazete, zeby o tym napisala. Sprawa okazala sie skomplikowana, gdyz przez teren szkolny przechodza nie tylko dzieci i rodzice z przedszkola, ale inne osoby, ktore chodza na sale gimnastyczne w budynku obok lub uczeszczaja na zajecia jezykowe w jeszcze innej czesci budynku. Jednym slowem: 3 instytucje, ktore sa odpowiedzialne za te kosze na smieci. A ze nikt nie chcial wziasc odpowiedzialnosci lub podzielic obowiazki to co zrobiono? Dyrektor przedszkola zarzadzil,zeby usunac kosze na smiecie!  I sprawa zalatwiona:

– A jak bedziecie mialy/mieli jakis papierek do wyrzucenia – powiedziala pani na zebraniu – to sobie go zabierzcie do domu.

Nastepna sprawa, ktora zostala poruszona byla kwestia ubezpieczenia dzieci, ktore w pazdzieniku 2012 powinno byc zaplacone przez kazdego rodzica. Okazalo sie, ze tylko 30% rodzicow to uczynilo, w zwiazku z tym w czerwcu nie bedzie pokrycia ubezpieczenia w szkole.

– Dlaczego mowicie nam o tym dopiero teraz, tj.pod koniec kwietnia – zapytalam,bo nie wytrzymalam…

– Musimy sie zabrac i zweryfikowac,kto zaplacil a kto nie i sciagnac pieniadze od tych, co nie zaplacili – powiedziala ostro wkurzona pani.

Dopiero teraz, pod koniec roku zaczynaja myslec o ogrodzie, ktory przed szkola jest, ale dzieciom nie mozna wychodzic i bawic sie. Trawa do kolan, dziury, liscie, galezie….

Dyrekcja napisala listy do trzech instytucji, gdyz nie jedna zajmuje sie uporzadkowaniem ogrodu, a trzy! Publiambiente (ci od smieci) zajmuja sie skoszeniem trawy, urzad zajmuje sie wyniesieniem galezi, a jeszcze ktos inny zasypaniem dziur w ziemi….

Ogrod przed przedszkolem

Ogrod przed przedszkolem

Ostatania ciekawostka: dzieci pojechaly na wycieczke. Poczatkowo wypozyczono autobus szkolny, ale w ostatnim momencie odmowiono. Nauczycielki musialy sie jakos zorganizowac i udalo im sie wypozyczyc autobus z Copit czyli firmy obslugujacej transport autobusowy w Pistoi.

Wyobrazcie sobie,ze wypozyczenie niebieskiego autobusu Copit kosztowalo mniej niz tego zoltego ze szkoly!

Po takim zebraniu moga tylko opasc rece, tak nisko ze beda szurac po chodniku…

Nauczylcielki same sie ubezpieczyly, bo szkola panstwowa nie pokrywa takich kosztow.

Wczoraj na przystanku spotkalam nauczycielke od starszych przedszkolakow.

– I jak po zebraniu – sie spytala.

Po czym delikatnie przedstawilam jej moje zdanie, a przede wszystkim powiedzialam ze przykro mi, ze rodzicie nie sa informowani o takich waznych rzeczach jak np. o tym, ze brakuje papieru w lazience.

-My nie jestesmy od tego, zeby moiwc rodzicom, czego brakuje. To rodzice powinni sami sie zorientowac, czego nie ma w szkole.

No coz, ja po raz kolejny zrobilam swoje. Tak jak na poczatku roku (bo wtedy nam powiedziano, czego bedzie brakowac), tak i tym razem zrobilam zakupy na trzy siatki i wszystko dostarczylam na miejsce.

zakupy_do_przedszkola_moja_toskania_pistoia

Wloska szkola jest jak ta tabliczka z numerem szkoly, ktora juz dawno odpadla od plotu: jest w kawalkach i nikt nie ma zamiaru jej zlozyc i ponownie zawiesic na plocie, tak by wrocila do swojej „swietnosci”.

numer_przedszkola_moja_toskania

8 komentarzy

  1. We włoskiej oświacie potwierdza się przysłowie: „Gdzie kucharek sześc, tam nie ma co jeśc”. Skąd my to znamy…
    Ukłony.

    • Uklony rowniez w Twoja strone 🙂

  2. No comments 🙁

    • 🙁

  3. Choc moje dziecko dawno chodzilo do polskiego przedszkola panstwowego to problemy byly jakos podobne. Sa zawsze jacys rodzice, o udaja glupich, co sie migaja a cierpia wszyscy..

    • czyli, ze wszedzie tak samo. a ja myslalam, ze w Polsce troche jednak lepiej

      • Hej
        W Polsce są fajne panstwowe przedszkola, moja Julka ma zaszczyt chodzic do takiego przedszkola. Podworko zadbane, fajny plac zabaw, wszystkim zajmuje sie 1 pan, kosi trawe, przycina krzaczki, w zimie odsnieża, wlecie zamiata. Dyrektorka jest bardzo zaangazowana, panie opiekunki równnież. Niestety zdarzaja sie rodzice kombinatorzy, ale to inna bajka, no coz, Polacy niestety zz tego słyna.

        • fajnie byloby porownac przedszkole panstwowe wloskie z polskim. ciekawe co by wyszlo? ja jestem przekonana, ze w Polsce lepiej

Post a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *