Sanktuarium (Pustelnia) Calomini w Fabbriche di Vergemoli (Lukka)
Sierpień to taki czas gdzie zwalniamy i mamy wolne na wycieczki czy zwiedzanie. Lubię odkrywać nowe miejsca, przede wszystkim w Toskanii. Moje wakacje skupiły się w tym roku w rejonie Garfagnana, które zostaje dla mnie wciąż do eksploracji.
Opowiedziałam Wam o księgarni w Lucignana, a dzisiaj będzie mowa o Sanktuarium Calomini. Wybudowane jest na skale na wysokości 70 metrów. Jadąc główną drogą łatwo je dostrzec.
.
.
Właśnie przy tej drodze znajduje się spory plac parkingowy, gdzie można zostawić auto. Trzeba jednak przejść tą drogą asfaltową jakieś 700 metrów, by dotrzeć do skrzyżowania, od którego po prawej zaczyna się droga pod górę do sanktuarium. Przy tym skrzyżowaniu znajdują się małe zatoczki (każde na dwa auta), tam też można zaparkować.
Droga wiodąca do celu jest wąska, ale asfaltowa i dobrze przejezdna. Postawiono przy niej stacje drogi krzyżowej.
.
.
Jeśli się na nią zdecydujemy to dojedziemy pod same sanktuarium. Jest tam z 10 miejsc parkingowych, ale pomalowanych na żółto (co oznacza parking dla rezydentów czy osób niepełnosprawnych, służb lub karetek pogotowia). Widzieliśmy, że parking był pełen samochód i motorów, należących do turystów.
My wybraliśmy opcję wycieczki pieszej. Mogliśmy pójść drogą asfaltową, ale postawiliśmy na „wspinaczkę” w lesie. Był tam cień, no i byliśmy bliżej natury (grzyby, kasztany i kwiaty).
.
.
.
.
.
Trekking trwał w sumie około 20 minut, może ciut więcej. Trasa łatwa aczkolwiek trzeba patrzeć pod nogi i uważać na kamienie. Tuż po rozpoczęciu drogi napotkaliśmy napis „wodospad” ze strzałką w prawo. Po chwili znaleźliśmy się przed wodą spływającą z gór z dużą szybkością.
.
.
.
Mieliśmy ochotę zanurzyć nogi i odetchnąć od lipcowych i sierpniowych upałów, ale postanowiliśmy jednak iść do celu.
.
.
.
Początki pustelni (zwanej również Sanktuarium Sancta Maria ad Martyres) są ściśle związane z ludową pobożnością maryjną: Według tradycji, około roku 1000 młoda pasterka z okolicy znalazła święty wizerunek Madonny, wyrzeźbiony z drewna wierzbowego, w górskiej jaskini. Figurę przewieziono do pobliskiej wioski Gallicano, gdzie dwukrotnie znikała, by następnie zostać cudownie odnalezioną w tej samej jaskini. Wspólnota postanowiła wówczas spełnić wolę boską, budując małą kaplicę ochronną w miejscu objawienia. Figura jest nadal czczona jako Madonna della Penna (lub Madonna della Grotta).
W XII-XIII wieku grupa mnichów pustelników związanych z ruchem augustiańskim wybrała to odosobnione miejsce, przyciągnięte obecnością naturalnych jaskiń i obfitego źródła, idealnego do ascetycznego życia w ciszy i modlitwie. Używając dłut, rozpoczęli oni prace nad wykuciem skały, aby stworzyć zakrystię i pierwsze pomieszczenia mieszkalne. Kluczowy dokument historyczny z 23 lipca 1361 roku poświadcza darowiznę swoich dóbr przez świeckiego („converso”) o imieniu Azzetto, który postanowił całkowicie poświęcić się opiece nad celą pustelnika, potwierdzając tym samym znaczenie, jakie to miejsce już wówczas nabierało.
Między XVII a XVIII wiekiem pustelnia przeżywała okres największej świetności i architektonicznych zmian. W XVII wieku zakrystia została wzbogacona o cenne meble i szafki, misternie ręcznie rzeźbione w drewnie orzechowym i kasztanowym. Na początku XVIII wieku jaskinia została dodatkowo powiększona i wzniesiono charakterystyczną podwójną białą kolumnadę zewnętrznej fasady, tworzącą silny kontrast wizualny z ciemną skałą góry. Napływ pielgrzymów: Dzięki darowiznom budowla zyskała obecny monumentalny wygląd, aby pomieścić wiernych przybywających z różnych diecezji.
Obecnie mieszka tu tylko jeden mnich, którego mieliśmy okazję poznać. Kiedy zwiedzaliśmy kościół wszedł, by zadzwonić dzwonami na modlitwę. Poinformował nas, że o godzinie 13.00 możemy dołączyć do wszystkich w grocie obok. Tak też się stało.
.
.
.
Kiedy wychodziliśmy z groty zauważyliśmy szopkę bożonarodzeniową, widocznie jest ona tu na stałe. Natomiast przed grotą stoi szklana witryna z książkami, które można zabrać ze sobą. Wśród lektur o charakterze religijnym była również jedna o naszym Papieżu Janie Pawle II.
.
.
.
Naszą wizytę zakończyliśmy w cieniu na tarasie zjadając schiacciatę i kawałek chleba z ziemniakami z Lucignany.
.
.
A kiedy dotarliśmy na dół na parking ukroiliśmy sobie po kawałku ciasta bananowego domowej roboty i ruszyliśmy w dalszą drogę.
.
.



























